7 lat

Niedawno Marysia skończyła 7 lat. To już niby poważny wiek, ale całe szczęście nadal sporo w niej dziecka, tego fajnego, bez większych buntów, potrafiące się świetnie bawić, ale też chętnego na przyjęcie nowych obowiązków. Maryśka powiedziała mi ostatnio, że czegoś ją jednak nauczyłam i jak koleżanki kazały jej pilnować mrówki (??!), to się nie zgodziła, bo przecież damie nie wypada się brudzić. To duży krok na przód, zważywszy, że parę dni wcześniej nosiła piasek w piaskownicy za pomocą sukienki (a moje nauki o niepokazywaniu kina własnie wtedy szły w las:))).
Na 7 urodziny zorganizowaliśmy pierwszy w życiu Marysi kinderbal w domu. Do tej pory na urodziny w domu zapraszany był tylko najlepszy przyjaciel Marysi, a tym czasie dorośli świętowali jej kolejne urodziny. Tym razem imprezy były dwie: w sobotę impreza dla Rodziny, a w niedzielę wspomniany kinderbal. I to będzie chyba ostatni kinderbal w domu, bo byliśmy po nim tacy zmęczeni, że chyba w następnych latach znów pójdziemy na łatwiznę i zorganizujemy coś poza domem. I nie chodzi wcale o sprzątanie (którego - trochę na własne życzenie - było sporo), ale o hałas i chaos, który garstka dzieci potrafi w zamkniętych pomieszczeniach wytworzyć:)

Tak Marysia wyglądała czekając na gości przed pierwszą imprezą (na samej imprezie nie zrobiłam ani jednego zdjęcia, sporo jedzenia na ciepło podawałam:)


sukienka Talc, korona H&M

A tak wyglądała tuż przed kinderbalem (nie mogła wytrzymać i musiała choć jedną mambę zgarnąć ze stołu ze smakołykami:):

sukienka Anny z Frozen: Allegro 

Marysia uparła się by założyć sukienkę Anny z Frozen, choć było dość ciepło i szybko trzeba było zmienić strój. Ale przecież solenizantka ma zawsze rację:)))





Na Kinderbal przygotowałam parę atrakcji, ale żadna z nich nie umywała się do strzelającego confetti, które co roku kupuję na urodziny Marysi. Inne dzieci też je pokochały i chyba z pół godziny bawiły się w zbieranie confetti leżącego na podłodze i podrzucanie go do góry.



Powyższy widok chyba oznacza, że impreza była udana, choć dzieci w połowie kawałka tortu stwierdziły, że jest za słodki i już nie miały siły na pop-cakes, które specjalnie na imprezę przygotowałam (tego się nie spodziewałam! Ale Maryśka ucieszona, bo jadła je do dziś:))).

Po imprezie życie wróciło do normy. Prawie... Bo w pokoju dziewczyn na półce z moimi ulubionymi cukierkowymi dekoracjami, odkryłam rano inwazję obcych! 

Często czytam jak mamy, wielbicielki stylu skandynawskiego, narzekają, że ich córki prędzej czy później i tak bawią się Barbie i innymi zabawkami uważanymi za kiczowate. Myślałam, że mnie ten los nie spotka, gdyż pokój dziewczyn jest kolorystycznie przystosowany na takie akcenty (kucyki dobrze się w nim czują). Ale nie spodziewałam się, że może nastąpić coś innego: inwazja zabawek powszechnie uważanych za chłopięce:) No cóż, los matek-dekoratorek jest zawsze ten sam, lądujemy z niechcianymi dodatkami:)))

Udostępnij post:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawiony ślad!

Copyright 2014 Gęsiego.
Designed by OddThemes