Pierwszy dzień w szkole

Córeczko moja Kochana,

jest godzina 22 ileś tam, a ja po dniu pełnym emocji, staram się spisać wszystko byś kiedyś mogła to przeczytać (choć pewnie sam wpis opublikuję później, bo jeszcze chcę wkleić zdjęcia). Twoje emocje będzie ciężko mi przelać na "papier" (a oddzielenie ich od moich to nie lada sztuka!), więc wybacz, jeśli opis wyda Ci się nieco koślawy lub niepełny.

Dziś jest 1 września 2015 r., Twój pierwszy dzień w szkole. A właściwie nie taki pierwszy, bo jako ostatnie półrocze szczęściarzy załapałaś się na zerówkę w szkole. Zerówka nie była taka straszna i wydawało nam się, że dziś wszystko będzie proste. Bo przecież znasz już szkołę, Panią wychowawczynię, dzieci, masz za sobą pierwsze przyjaźnie ze szkolnej ławy. Nie mogłaś się też już od lipca doczekać rozpoczęcia pierwszej klasy, dni odliczałaś (dosłownie!) i ciągle mnie pytałaś dlaczego wakacje muszą tak długo trwać (pewnie jeszcze przyjdzie czas, gdy będziesz zadawać zgoła inne pytanie:))). 

Początek dnia był na luzie. Wstaliśmy wszyscy jak zwykle bladym świtem (u nas to około 7 rano:), nieśpiesznie przygotowywaliśmy się, bo rozpoczęcie roku zostało zaplanowane dopiero na 10:30. Po wczorajszym upalnym dniu również i ten zapowiadał się na piekielny, więc szybko musiałam wymyślić w co Cię ubrać, gdyż ten strój który zaplanowałam nie nadawał się na dzisiejszy skwar. Stwierdziłam, że szkolne konwenanse trzeba odłożyć na bok i pójdziesz w sandałkach. Razem dobierałyśmy resztę stroju (tak, wszystko pod sandałki:))) i świetnie się przy tym bawiłyśmy. Ty cieszyłaś się z tego nieco już poważnego stroju (biała bluzka przecież zobowiązuje!), a ja cieszyłam się widząc Cię taką piękną i radosną.

Potem przyszedł czas na odpakowanie tyty (zwanej także rogiem obfitości). Nie jestem rodowitą Ślązaczką (Twoi Dziadkowie pochodzą z innych części Polski), ale urodziłam się i wychowałam na Śląsku i dobrze pamiętam uczucie towarzyszące otrzymaniu tego słodkiego daru na rozpoczęcie roku szkolnego. Chciałam i Tobie sprawić taką radość. Jesteś szczęściarą, bo dostałaś dwie tyty:) Dziadkowie również nie mogli się oprzeć przygotowaniu dla Ciebie tego prezentu. Razem odpakowałyśmy tyty i cieszyłyśmy się z każdego drobiazgu (ja cieszyłam się z Twojej radości oczywiście:). Rozpakowanie tyty śmiało można bowiem porównać do cieszenia się prezentami bożonarodzeniowymi!

Podczas gdy Ty sprawdzałaś jak działa podświetlana lupa (pomysł Dziadka), ja, na zmianę z Tatą, ogarniałam Twoją młodszą siostrę i siebie.
Droga do szkoły też była spokojna, choć ulice były trochę zakorkowane. My jednak - jak nigdy! - mieliśmy spory zapas i dotarliśmy do szkoły przed czasem. Zajęliśmy miejsce na zacienionych ławeczkach na placu zabaw przy szkole (by jak najdłużej przebywać na dworze, bo już o tej porze upał dawał się we znaki).

Tuż przed rozpoczęciem apelu udaliśmy się na salę. I tu pojawiła się chwila strachu. Naszły Cię nagle i zupełnie niespodziewanie jakieś obawy i nie chciałaś usiąść w pierwszych ławkach na sali gimnastycznej. Namawialiśmy Cię chwilę (na zmianę z Tatą), ale dopiero przechodzącej obok wychowawczyni udało się wyciągnąć Cię na przód. Potem już wszystko działo się w zawrotnym tempie. Zobaczyłaś po raz pierwszy od czerwca swoją koleżankę Amelkę. Waszą radość ze spotkania widać było chyba wszędzie. Promieniałyście obie, a piskom nie było końca. Od tego momentu odwaga Ci wróciła i w drugiej części apelu pokusiłaś się nawet o rozrabianie:)



Po ekspresowym apelu (Pani Dyrektor postarała się skrócić go do minimum z uwagi na pogodę), udaliśmy się do klasy. Ty zajęłaś z Amelką trzecią ławkę w środkowym rzędzie i plotkowałyście (całe szczęście po cichu), gdy my Rodzice wysłuchiwaliśmy wszystkich ważnych kwestii organizacyjnych. Potem jeszcze trochę biegania po korytarzu i marsz do domu. W domu nie zdążyłyśmy wiele zrobić (oprócz obiadu i kupienia sukienki, którą wybrałaś:), gdy zjawił się Twój przyjaciel od najmłodszych lat. Reszta dnia przepełniona była Waszymi śmiechami i mokrymi głowami (upał był nieziemski, ale Wam nie przeszkadzało to jakoś w szaleństwach). 
Tak mniej więcej wyglądał nasz pierwszy września. Niewiele obaw, mnóstwo radości. Życzę Ci córuś by całe Twoje życie takie właśnie było. By pojawiające się troski, czy nawet strach, szybko mijały, za sprawą ludzi, których kochasz (czy "tylko" lubisz) i szanujesz.

Twoja, codziennie dumna, 
Mama

PS. Wybacz córciu gorszą niż zwykle jakość zdjęć, ale chyba z wrażenia przybrudziłam obiektyw i aparat nie chciał złapać ostrości.

Udostępnij post:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawiony ślad!

Copyright 2014 Gęsiego.
Designed by OddThemes