Rozłąka

Jutro zaczyna się trzeci tydzień rozłąki. A raczej przymusowej izolacji (w rozłące jest przynajmniej coś romantycznego, u nas tylko proza życia). Jak tylko wróciliśmy z Mazur i tuż przed tym jak Marysia miała jechać na wakacje do Dziadków, okazało się, że ma półpaśca. Dla dobra Anulki rozdzieliliśmy dziewczynki (nie wyobrażam sobie ospy u niespełna 4-miesięcznego bobasa!). Marysia mieszkała z Babcią, jakieś 5 km od nas, a ja z Anią u nas w domu. Kuba (mąż i ojciec) kursował pomiędzy dwoma domami, raz trochę tu, raz u nich. Wydawać by się mogło, że taka rozłąka nie powinna być dla nas trudna, bo Marysia wyjeżdżała już na 2 tygodnie do Dziadków, ale tym razem było zupełnie inaczej. Zapewne przez okoliczności. Wszyscy bardzo to przeżywaliśmy. I jeszcze tydzień nas czeka (będzie trochę łatwiej, bo wczoraj się z Marysią widziałyśmy).
A w tym czasie Ania nabyła nowe gugaskowe umiejętności: potrafi złapać zabawkę i oczywiście namiętnie ją miętolić:) Śmieje się na głos (na razie to bardziej taki chichot, który czasem trudno jest odróżnić od popłakiwania). I jest taka pocieszna:)))


Udostępnij post:

2 komentarze:

  1. Współczuję, to musi być ciężkie. Ja miałam półpaśca jak karmiłam piersią, więc o rozłące nie było mowy - jakimś cudem mały się nie zaraził.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W internecie sporo jest sprzecznych informacji na temat ospy i półpaśca, ale może u Was szczęśliwie się to skończyło, bo Ty zachorowałaś (i Twój organizm wytworzył przeciwciała), a nie osoba trzecia, z którą miałyście kontakt? Tak gdybam... Słyszałam też, że półpasiec jednak jest mniej zaraźliwy niż ospa i trochę nasz przypadek to potwierdza (izolację uskuteczniliśmy dopiero po pojawieniu się wysypki, a zaraża się też wcześniej). No nic... najważniejsze, że z happy endem:)

      Usuń

Dziękuję za pozostawiony ślad!

Copyright 2014 Gęsiego.
Designed by OddThemes