Pokój dzienny - plany

Poniżej skopiowałam post opublikowany na moim blogu "remontowym", którego niestety nie udało mi się systematycznie prowadzić. Post jest wierną kopią, nic w nim nie zmieniałam po to by w odrębnym poście (ze zdjęciami) porównać, które plany udało nam się zrealizować, które założenia w trakcie remontu zmieniliśmy itp. Post ogólny dotyczący remontu znajduje się TUTAJ.


Od czasów liceum (lata 90-te:) marzyłam by mieszkać w kamienicy. W moim rodzinnym mieście kamienice nie tylko miały niepowtarzalny wygląd zewnętrzny, również ich wnętrza zachwycały. Nie będę snuć sentymentalnych opowieści, poprzestanę na tym, że bardzo często moje marzenia wędrowały ku tym widokom:

Źródło Źródło Źródło Źródło

W Warszawie jakoś dotąd nie miałam okazji zamieszkać w kamienicy. Mieszkamy w nowym budownictwie i nawet wysokość pomieszczeń nie jest taka jak w kamienicach (choć i tak jest wyżej niż w starych blokach). Przy okazji remontu namówiłam męża na parę elementów, które będą stanowiły dla mnie namiastkę tego marzenia.
A więc cegła na ścianie (biała na białym podkładzie) i parkiet dębowy, koniecznie ułożony w jodełkę (w kontekście remontu dziwne może wydawać się oczekiwanie na moment, w którym nowy parkiet zacznie skrzypieć:D) oraz podwójne białe drzwi.
Źródło Źródło Źródło Źródło
Ostatnie zdjęcie na powyższej mozaice utwierdza mnie w przekonaniu, że nasze kubiki dobrze będą wyglądały w towarzystwie białej cegły. Mamy wprawdzie inny typ (prostokąty zaokrąglone na bokach) i mam nieco inny plan powieszenia ich (na razie wiszą na jednej ścianie), ale oczyma wyobraźni już wszystko widzę.



Ten ostatni element (drzwi) będzie chyba najtrudniejszy do realizacji. Szukałam już na Allegro takich drzwi, ale znalazłam tylko drzwi zabytkowe do bardzo wysokich pomieszczeń. Nie wiem, czy jest sens udać się na giełdę staroci (czy takie elementy wyposażenia są na nich sprzedawane?). Muszę się więc uzbroić w cierpliwość i zacznę intensywne poszukiwania po remoncie.
Drzwi nie będą prowadziły do sypialni (tak bym to widziała w marzeniach), gdyż nie ma na nie miejsca. Zamiast tego takie drzwi mogą stać się drzwiami do pokoju dziennego (będę miała na nie dobry widok:).
O piecu kaflowym (np. jakiejś atrapie o innym przeznaczeniu) na razie mogę pomarzyć (tak, tak, "na razie", pomysły już mam:))).

Przy okazji (choć to właściwie temat kuchenny) jeszcze jedno zdjęcie, które dobrze pokazuje, jak szybko potrafiłabym przejść od planów do czynów:
Źródło

W lewej części widać biały byfyj (czyli śląski kredens). Pierwsza wersja naszego remontu pozwalałaby na umieszczenie byfyja w kuchni (nieco innego niż ten na zdjęciu, z bardziej urozmaiconą częścią przeszkloną). Chyba tego samego wieczoru, kiedy plan był nabazgrany na kartce, znalazłam idealny byfyj na Allegro. Idealny, gdyż jego właściciel mieszkał tuż obok mojego rodzinnego miasta (upewniłam się, czy Rodzice mieliby jak po jego odbiór podjechać i gdzie go przechować). Miałam w planach kliknięcie Kup teraz w ciągu paru dni. Chyba tylko kolejne rozrysowywane plany remontu powstrzymały mnie od jego natychmiastowego zakupu ("skoro chcę mieć byfyj, to będę go miała już teraz, potem na pewno się gdzieś zmieści"). Moi Rodzice i Mąż też się postarali o to bym odłożyła kliknięcie "na potem":)
Zdjęcie wnętrza z byfyjem dobrze pokazuje też co lubię. Zielona sofka w stylu, do którego od dawna wzdycham (namawiałam nie raz męża na wymianę naszej obecnej kanapy na odnowioną duńską kanapę - o np. taką). Duńska lampa, odnowione krzesła z piękną tapicerką, akcenty kolorystyczne, biała cegła i... biała podłoga.
Tak, biała podłoga była przez nas mocno analizowana. Debaty rodzinne wydawały się nie mieć końca. Mój mąż też bardzo chciał mieć białą podłogę (zaskakujące jest to, że po paru latach małżeństwa nasze upodobania bardzo się do siebie... upodobniły:). Rozważaliśmy żywicę, deski malowane/olejowane na biało oraz kafelki. Ostatecznie podjęłam męską decyzję i przekonałam męża do obecnym planów, gdyż przypomniało mi się (!) jak bardzo uwielbiam dębową jodełkę. Względy praktyczne pomogły w podjęciu tej decyzji (zimne kafelki, rysująca się nieco żywica albo konieczność odnowy desek co parę lat). I... nie żałuję:) Parkiet w jodełkę śni mi się teraz po nocach!

Pokój dzienny będzie wymagał najmniej nowych dodatków i mebli. Większość już mamy i nowe wnętrze było planowane z ich uwzględnieniem. Mamy kanapę, taką do siedzenia, z krótkim siedziskiem, które wymaga od siedzącego trzymania prawidłowej postawy. Kanapę wybieraliśmy długo, ale niecałe pół roku po jej zakupie okazało się, że tapicerka zaoferowana przez firmę (znaną zagraniczną sieciówkę) jest niewypałem. Miałam wtedy sporo na głowie i przegapiłam możliwość złożenia reklamacji (głupota!). Kształt i pozostałe walory tej kanapy nadal są ok, więc jakiś czas temu zaczęłam szycie pokrowca:
Trochę będę musiała zmodyfikować plan szycia, gdyż wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że będziemy mieli remont i kanapa nie będzie stała pod ścianą, ale to żaden problem:)
Na tym zdjęciu widać kolor obecnej tapicerki:
A na ścianie moje prace, które również znajdą nowe miejsce w nowym pokoju dziennym. 

Meble jadalniane też pochodzą z naszego obecnego pokoju dziennego (biały okrągły stół, niestety z Ikea, ale to długa historia, oraz białe krzesła, każde inne). Mamy też dywan, szafkę pod sprzęt rtv, szafeczkę na dokumenty, puf, lampy i jakieś dekoracje. W nowym pokoju dziennym brakuje tylko stolika kawowego (którego dotąd nie nabyliśmy, gdyż nie pasował do koncepcji wielkiej przestrzeni na środku pokoju) i ewentualnie fotela (zakup do rozważenia na "po remoncie").
Co do stolika kawowego, to kiedyś planowałam zakup Trio Pulpo, ale raczej odchodzę od tych planów na rzecz stolika, który nie będzie umożliwiał gromadzenia np. gazet pod blatem / na jednym z blatów. Stolik ma być prosty i umożliwiać postawienie czegoś na chwilę (znów z uwagi na mój wielki talent do wylewania płynów i zrzucania ze stołu oraz ze względu na ruchliwą córkę i kota:). Oto parę inspiracji (stare, w tym te wykluczone, i nowe):


Marzy mi się wstawienie fotela, najchętniej jakiegoś okazu z czasów PRL. 366 Chierowskiego lub jakiś klubowy, czy kubełkowy, choć moje raczkujące umiejętności tapicerskie podpowiadają raczej coś na kształt fotela 366 (nie wyszło "nam" obicie lekko kubełkowych foteli kinowych stojących w przedpokoju).

Być może ostatecznie zdecyduję się na ulubieńca sprzed paru lat: fotel Comfee Noti albo coś w jego stylu:

Ewentualne dekoracje pokoju dziennego, inne niż wykonane przeze mnie, na razie schodzą na dalszy plan. Lubię od czasu do czasu coś wyszperać pod wpływem chwili, więc tę rozkosz zostawiam na później.

Udostępnij post:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawiony ślad!

Copyright 2014 Gęsiego.
Designed by OddThemes