Plany przedremontowe

Od połowy czerwca do końca sierpnia 2014 r. mieliśmy w naszym mieszkaniu generalny remont. Chyba obydwoje, już podczas zakupu mieszkania, wiedzieliśmy, że kiedyś nas to będzie czekało. Nie mogliśmy przeprowadzić remontu przed przeprowadzką, gdyż byłam wówczas w ciąży i takie zmiany nie wchodziły w grę. Dziecko podrosło, my nawykliśmy do pewnych rozwiązań tymczasowych, aż w końcu nadszedł ten czas, gdy obydwoje stwierdziliśmy, że to "już".
Nasze mieszkanie jest średniej wielkości, ale dość duży przedpokój zabiera sporo przestrzeni innym pomieszczeniom (wbrew pozorom nie mieliśmy wiele powodów do narzekania, gdyż w przedpokoju sporo się działo, m.in. gry w nogę:).
Remont był podyktowany wieloma względami. Córka nie mieściła się z zabawkami w swoim pokoju (pod koniec remontu okazało się, że jestem w ciąży, więc remont zyskał dodatkową zaletę), ja nie mieszczę się z moim hobby na połówce kuchni, mąż ma dość tkanin i zabawek w całym domu:) Liczyliśmy (a może łudziliśmy się?), że remont zmieni trochę nasze podejście i uda się nam zaprowadzić więcej porządku w mieszkaniu (starałam się leczyć z manii kupowania przedmiotów, których główną funkcją jest zbieranie kurzu).

Pierwszy projekt zmian był narysowany przeze mnie na kartce w kratkę (jedna kratka była odpowiednikiem pół metra kwadratowego). Ten projekt był najmniej inwazyjny, wymagał wyburzenia tylko jednej ściany. Ale pojawił się problem miejsca na moje hobby (które wylądowałoby w pokoju dziennym). Potem był chyba jeszcze jeden albo dwa, ale też czegoś im brakowało (przy planowaniu zmian braliśmy pod uwagę wymiary niektórych mebli, których nie mielibyśmy serca się pozbyć).
Bardzo szybko powstał kolejny, ostateczny projekt. Musiałam dać mężowi chwilę by sam spróbował coś rozplanować, ale po powieleniu przez niego moich planów, stanęło na tym najbardziej rewolucyjnym. A więc trzy ściany i trochę do wyburzenia, jedna do odbudowania, przeniesienie łazienki do toalety i kuchni do łazienki. Nowe podłogi, kafelki, i tak dalej...


Przed remontem spisałam tak "ku pamięci" minusy wybranej opcji (a w nawiasie mogę już dopisać weryfikację spostrzeżeń przedremontowych):
- pokój dzienny bez balkonu (co jakoś nam nie przeszkadza),
- pokój dziecka z balkonem (na razie jest ok, zobaczymy co będzie jak starsza córka będzie nastolatką;),
- pokój dzienny od strony ulicy, po południu bez słońca (okazuje się, że słońca jest wystarczająco dużo, "ulicy" nie słychać, poza budową na przeciwko, ale ona niedługo się skończy),
- brak dodatkowej toalety i "graciarni" (z brakiem dodatkowej toalety sobie radzimy, gorzej z brakiem graciarni).

Plus też spisałam:
- przestrzenny i słoneczny pokój dla córki (a raczej dla dwóch córek - zaleta nie do przecenienia),
- miejsce na moje hobby (mikroskopijne, ale warto było!),
- większe miejsce na biurko dla męża - w sypialni (mąż wydaje się być zadowolony:),
- pokój dzienny z wyraźnie wydzielonymi strefami: kanapową i jadalnianą (re-we-lac-ja!),
- zmniejszenie przedpokoju na rzecz innych pomieszczeń (nikt nie odczuwa nostalgii za starym dużym przedpokojem),
- okazja do wprowadzenia zmian w stylu życia:) (chyba niewykorzystana:))).

Udostępnij post:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawiony ślad!

Copyright 2014 Gęsiego.
Designed by OddThemes